OutlineMocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages

//Hortus conclusus, czyli… czy wiesz, co jest za murem?// - Katarzyna Wąs

Hortus conclusus, czyli… czy wiesz, co jest za murem? - Katarzyna Wąs

W Krakowie w obrębie drugiej obwodnicy znajduje się 15 hektarów terenów wyłączonych z użytku publicznego. Są to ogrody klasztorne, z których łącznie korzysta zaledwie około 300 osób. Inicjatorzy projektu Pamiętajcie o ogrodach chcą, by tereny zielone w centrum miasta były dostępne dla wszystkich.

Przechadzając się krakowskimi uliczkami i przysiadając na gęsto ustawionych ławkach na Plantach, nawet nie zdajemy sobie sprawy, że tuż za murem znajduje się niedostępny dla nas raj starych drzew, bujnych krzewów i kolorowych kwiatów. Żyjemy w błogiej nieświadomości, ciesząc się niewielkimi skwerkami i kawiarnianymi ogródkami, dającymi namiastkę kontaktu z przyrodąw środku miasta. Wszystko wygląda gorzej dla kogoś, kto zna topografię Krakowa lub spojrzy na zdjęcia satelitarne. Przez kilka dni festiwalu sztuk wizualnych ArtBoom naszymi oczami kierowali organizatorzy projektu Pamiętajcie o ogrodach, czyli Zakład Odzyskiwania Miasta (ZOM) i fundacja No Local (Małgorzata Mleczko i Patrycja Musiał) z merytorycznym wsparciem Janka Sowy.
Głównym celem projektu było uświadomienie mieszkańcom i zwrócenie ich uwagi na problem, nad którego istnieniem nawet się nie zastanawiamy. Mało kto wie, ile terenów zielonych jest niedostępnych dla mieszkańców. Są one dla nich niewidoczne, a przez to nikt się o nie nie upomina. Problem niewidzialny, a zatem jakby nieistniejący. Sytuacja jest o tyle beznadziejna, że jako tereny prywatne, nie podlegają miastu, przez co nie można nikogo zmusić do otwarcia ich dla mieszkańców. Możemy liczyć jedynie na dobrowolny gest wobec bliźniego. Z kolei jako dobra kościelne, czyli własność „organizacji wyjętej spod polskiego prawa”, nie podlegają opodatkowaniu. „Są własnością Watykanu” – usłyszał ktoś z organizatorów projektu w jednej z nielicznych udzielonych przez „posiadaczy ziemskich” odpowiedzi.


Klasztorów dziewięć i gdzieniegdzie domki

Obecny podział przestrzeni miejskiej uwarunkowany jest historycznym układem miasta, które poza wyburzeniem na początku XIX wieku murów obronnych i założeniem w ich miejsce Plant (21 hektarów), nie uległ większym zmianom. Przede wszystkim niezmienione pozostały podziały zabudowań kościelnych i klasztornych, których w Krakowie zawsze było wyjątkowo dużo, o czymświadczą chociażby przywoływane przez organizatorów projektu zapiski dawnych podróżników.
Johann Friedrich Zöllner w XVIII wieku pisał: „W całym mieście jest nie więcej jak 1000–1100 domów, zresztą biorąc pod uwagę obszar, jaki ono zajmuje, liczba ich nie może być wyższa. Tym bardziej uderzające jest, gdy się słyszy, że znajdują się tu 72 kościoły i 30 klasztorów”. Po niewielkich wyburzeniach i redukcjach terenów przykościelnych dokonanych po wielkim pożarze Krakowa w1850 roku z mapy starówki zniknął między innymi kościół Świętej Trójcy. Wcześniej rozebrane zostały kościoły św. Szczepana i św. Marii Magdaleny. Dzięki tej reorganizacji architektonicznej mamy dziś powstałe w ich miejsce place, niestety często skutecznie psute współczesną aranżacją. Nie doszłojednak do typowych dla Europy Zachodniej, czy też Stanów Zjednoczonych (Central Park w Nowym Jorku), reform przestrzennych, czyli zakładania dużych parków miejskich otwartych dla wszystkich, odpowiadających na potrzeby nowoczesnego demokratycznego społeczeństwa, w którym nie ma miejsca na partykularyzację. Problem pozostał do dziś, a nawet się pogłębił. Zabudowa kościelna często niszczała, była narażona na pożary, ulegała działaniu, które skutecznie wpływało na zmniejszenie się przestrzeni objętej sacrum na rzecz publicznej. Dziś klasztorne mury zakwalifikowano jako zabytki kultury, blokując jakąkolwiek ich przebudowę. Zamknięte za wysokimi murami i ciężkimi bramami dawno utraciły właściwą im funkcję, pozostając prawdziwymi horti conclusi (ogrodami zamkniętymi).

…ogrodem zamkniętym, źródłem zapieczętowanym

Organizatorzy projektu przeprowadzili szerokie badanie historyczne, starając się dowiedzieć jak najwięcej o dziejach ogrodów i zamkniętych parków. Zwrócili się również o pomoc przy organizacji spacerów do władz klasztorów, by uzyskać pozwolenie na wstęp za mur. Trafili niestety nie tylko na ścianę ogrodzenia, ale i mur mentalny, dużo trudniejszy do sforsowania. Jednym z argumentów, które przedstawiane są przez drugą stronę, jest „praca duchowa” wykonywana przez zakonników, dla której ogrody te są niezbędne jako miejsce odseparowania, ciszy i spokoju. Abstrahując od używania argumentów metafizycznych przeciw racjonalnym potrzebom zmieniającego się społeczeństwa, wobec których Kościół pozostaje niewzruszony, warto podkreślić, że określenie ogrodu klasztornego jako miejsca modlitwy jest nieprawdziwe. By zrozumieć, dlaczego klasztory były tak bogato wyposażane w tereny zielone, trzeba znać ich historię i rozwój. Reguła św. Benedykta, wielkiego reformatora Kościoła, była zupełną rewolucją dla anarchicznego społeczeństwa z VI wieku. Wprowadzona przez niego etyka pracy i zasady samowystarczalności zakonów ustanowiły system działania klasztorów na wiele kolejnych wieków. Według reguły św. Benedykta praca i modlitwa (ora et labora) są jednakowo ważne i stanowią o zbawieniu duszy. Klasztor był jednostką w pełni samowystarczalną, co oznaczało w praktyce, że wszystkie potrzeby zarówno fizyczne, jak i duchowe musiały być zaspokajane w obrębie jego murów. Miało to bezpośrednio przełożenie na architekturę zabudowań, ale i organizację całego terenu wokół klasztoru, otoczonego murem. Plan idealnego założenia odbijał w miniaturze kosmiczny porządek kompletnego świata. Przybliżyć nam go może zachowany rysunek przedstawiający rzut zabudowań opactwa Sankt Gallen w Szwajcarii. Ukazuje on dokładnie rozmieszczone budynki – przewidziano nawet chatki dla kóz, owiec i innych zwierząt hodowlanych. W założeniach klasztornych uwzględniono również zapotrzebowania floralne zakonników. Odnajdujemy w nich ogrody o różnym charakterze, to znaczy herbarium zaopatrujące przyklasztorną aptekę w zioła, ogród warzywny, sad, czyli pomarium, i florarium, czyli kwietnik zapewniający kwiaty niezbędne do ozdoby kościelnych ołtarzy. Całkowicie odrębną strefą pozostaje hortus contemplationis (ogród kontemplacyjny), czyli wirydarz. Przestrzeń stworzona do kontemplacji, której idea, zaczerpnięta z perskich ogrodów, została zastąpiona symboliką chrześcijańską. Było to augustiańskie centrum, wokół którego kształtuje się przestrzeń, w tym przypadku klasztor. Miejsce, w którym mnisi spędzali czas po codziennych aktywnościach lub przed modlitwami. Ogród otoczony był krużgankami chroniącymi mnichów przed nadmiarem słońca w upalne dni lub deszczem i śniegiem w czasie niepogody. Podzielony ad quadratum ścieżkami, obsadzonymi z reguły bukszpanowymi żywopłotami, wypełniony kwiatami oraz ziołami. Ogród był symbolicznym obrazem Edenu, podzielonego pomiędzy cztery odnogi życiodajnych rzek. Na środku znajdowała się najczęściej fontanna, symbol wiecznego źródła. Z krużganków wchodziło się do wszystkich pozostałych części klasztoru, dormitorium, refektarza, ale przede wszystkim do kościoła. Wirydarz stanowił właściwy hortus conclusus. Niewielki ogródek zapewniający miejsce do skupienia i oderwania od pracy, centralny, najważniejszy punkt klauzury. Pozostałe tereny zielone zapewniały strawę cielesną – pokarm. Powoływanie się zatem na potrzeby duchowe jako argument stojący za koniecznością posiadania przez klasztory wielkich ogrodów opiera się na fałszowaniu ich prawdziwej funkcji. To wykorzystywanie wiary jak słowa wytrychu, jedynejsłusznej, niepodlegającej dyskusji racji.

Quo vadis?

Szczególnie dotkliwe i niezrozumiałe są działania, które zamiast oddawać przestrzeń zieloną mieszkańcom, zabierają ją, nie oferując nic w zamian. W 2007 roku został zamknięty, mimo czynnego protestu mieszkańców i wbrew uchwałom Rady Dzielnicy, park im. Jalu Kurka przy ulicy Szlak, jeden z nielicznych istniejących parków miejskich w obrębie drugiej obwodnicy. Teren został w ramach rekompensaty „oddany” salwatorianom przez Komisję Majątkową przywracającą Kościołowi ziemie odebrane przez władze PRL-u. Przy całym zamieszaniu związanym z odkupieniem win władz komunistycznych zapomina się, że w 1950 roku został powołany do życia Fundusz Kościelny, który – jak czytam na stronie Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji – miał służyć „jako forma rekompensaty dla kościołów za przejęte przez Państwo nieruchomości ziemskie”. Fundusz, finansowany z budżetu państwa, istnieje do dziś i oprócz pokrywania wydatków Kościoła na działania charytatywne zapewnia duchownym ubezpieczenie. Na przykład w 2010 roku była to suma „raptem” ponad 86 mln złotych. Mimo funkcjonowania funduszu Kościół otrzymuje rekompensatę w postaci ziemi. Sprawa parku im. Jalu Kurka obrazuje niejednoznaczny obraz zmian w historii własności ziemskiej w Polsce. Teren od połowy XIX wieku wraz z przebudowanym wówczas pałacem należał do Stanisława Tarnowskiego, który przekazał część ogrodu do użytku mieszkańców Krakowa. Po wywłaszczeniu Tarnowskich w dwudziestoleciu międzywojennym teren został przekazany salwatorianom. Po wojnie przejęły go władze PRL, przy zachowaniu właściwej funkcji parku. Sytuacja zmieniła się, gdy w 2007 roku teren został oddany ponownie salwatorianom. W niedługim czasie po objęciu opieki nad parkiem zakonnicy zamknęli go, tłumacząc się brakiem pieniędzy na utrzymanie miejsca w czystości. Może w ramach pozyskiwania środków sprzedali część terenu, na którym już stoi wątpliwej urody biurowiec. Miasto tłumaczy, że nie ma żadnego wpływu na ziemię prywatną i salwatorianie mogą dysponować nią dowolnie. Po rozliczeniu z zakonem okazało się również, że miastu kończą się zasoby wolnych gruntów do oddania, co nie przeszkodziło uposażyć w nowe tereny cystersów i parafii mariackiej. Kolejnym trudnym do zrozumienia przypadkiem jest park Kremerowski, o powierzchni 2,6 hektara, dziś część terenu klasztoru karmelitanek przy ulicy Łobzowskiej. Nazwę zawdzięcza swojemu założycielowi dr. Józefowi Kremerowi. W XIX wieku był to park publiczny, zaprojektowany w stylu biedermeierowskim, z dwoma stawami, po których można było pływać łódką. Znajdował się tam również domek z pokoikami, gdzie można było coś zjeść i napić się, zagrać w bilard. Dzisiaj brzmi to zupełnie abstrakcyjnie.

Jam był wolny, dziś w klatce – i dlatego płaczę

W czasie trwania ArtBoom-u został zorganizowany przez No Local Punkt Informacji do spraw Ogrodów Klasztornych, gdzie zainteresowani mogli zapoznać się ze szczegółami dotyczącymi zamkniętych ogrodów. Ich stanu prawno-ekonomicznego, historii, a przede wszystkim tego, w jaki sposób są dziś wykorzystywane. Podstawowym elementem programu były organizowane przez kolektyw Insiders wycieczki prowadzone dwiema wytyczonymi trasami. Żaden z klasztorów nie wyraził zgody na wejście do wnętrza ogrodu. Przewodnik wskazywał dogodne miejsca, z których można było podglądać ogród; dziury w murach, szpary w bramach, klatki schodowe czy mieszkania. Nieinwazyjne działanie podglądaczy podkreślało niedostępność i dystans pomiędzy przestrzenią publiczną a zamkniętą sferą sacrum. W krytycznych momentach można było wspomóc się specjalnie zaprojektowanym przez Malwinę Antoniszczak lustrem na wysięgniku. Artystka stworzyła również na potrzeby projektu peryskop, który umieszczony został w ogrodzie Instytutu Pedagogiki UJ przy ulicy Batorego, skąd rozciągał się widok na ogród karmelitów (1 hektar i 2700 m2 płatnego parkingu). Rozległa zieleń kontrastowała z ciasnymi, nieprzyjemnymi miejscami, w których znajdowali się uczestnicy wycieczek. Jak chociażby ośmiometrowy mur ogrodu klasztoru wizytek (2,8 hektara) chroniący ich cnotę przed stacjonującymi wiele lat temu tuż za ścianą ułanami. Jurnych wojaków już nie ma, ale „mur cnoty”, nazywany tak przez mieszkańców kamienicy, stoi, jak stał. W dodatku ma status zabytku, czyli jest nie do ruszenia.

W ramach projektu odbyło się również spotkanie Prawo do miasta, którego uczestnicy: Jan Hartman, Przemysław Pluciński i Agnieszka Tarasiuk, dyskutowali nie tylko o samej przestrzeni miejskiej, ale również problemie Kościoła jako zupełnie autonomicznej jednostki w naszym kraju. O niesprawiedliwości działania państwa, w którym żądania mniejszości są przedkładane nad dobro ogólne. Projekt artystyczny stał się niezwykle polityczny. Zwrócił uwagę na podziały społeczeństwa na grupy uprzywilejowane i regulację dostępu do wybranych przestrzeni oddzielonych trwałymi granicami, które paradoksalnie są niewidoczne. Dopóki nie mamy świadomości, co jest za murem, czyli de facto do czego ogranicza się nam dostęp, nie czujemy, że coś tracimy. Dlatego też głównym celem projektu i jego kontynuacji w postaci artykułów i recenzji jest uświadamianie tego, co dla większości „niewidzialne”, chociażby poprzez zaczepne pytanie do przypadkowych przechodniów w postaci napisu na chodniku: „Czy wiesz, co jest za murem?”. Nieznana osoba poruszona problemem dopisała: „państwo Watykan”. To zabawna, ale i bardzo prawdziwa odpowiedź. Za murami mamy inne państwo, inny ustrój, wyjęty spod polskiego prawa, zamknięty na potrzeby bliźnich.

 

Katarzyna Wąs (ur. 1985) -  historyczka sztuki, kuratorka, absolwentka historii sztuki na UJ i podyplomowych studiów z zakresu gender na UJ. Koordynatorka wystaw i projektów realizowanych w MOCAK-u. Redaktor „MOCAK Forum".