Rozdział 4. Szafy w PJM
Opublikowano: 21.07.2026
Jednym z głównych zadań muzeum jest ochrona tego, co kruche i ulotne. Jednak nie da się zachować wszystkiego. Muzeum, które próbowałoby zebrać każdą możliwą rzecz, zamieniłoby się w wielki, bezużyteczny magazyn. Tworzenie kolekcji to zawsze sztuka wyboru – przyjmując jedno dzieło, trzeba zrezygnować z wielu innych.
Sercem tej (największej na wystawie) części jest niezwykłe archiwum Janiny Turek, który od roku 2016 znajduje się w Kolekcji MOCAK-u. Z pozoru była to zwyczajna gospodyni domowa, jednak przez 57 lat, w tajemnicy przed bliskimi, prowadziła fascynujące dzienniki. Zapisywała w nich najbardziej banalne, codzienne czynności, na które zazwyczaj nie zwracamy uwagi.
Zapełniła aż 745 zeszytów, które podzieliła na 36 kategorii. Skrupulatnie notowała m.in.: przypadkowe spotkania i wykonane telefony, otrzymane prezenty i znalezione rzeczy czy dalsze spacery, przeczytane lektury i wyjścia do teatru.
Zeszyty, ukryte w mieszkaniu, odnalazła dopiero po śmierci Janiny jej córka. Zapiski są do bólu precyzyjne, minimalistyczne i wręcz bezosobowe. Autorka próbowała opisać całe swoje życie, ale paradoksalnie jej matematyczna precyzja sprawia, że to, co w życiu najbardziej emocjonalne i nieuchwytne, po prostu z tych notatek umyka.
Zeszytom Janiny Turek towarzyszą na wystawie inne, równie intrygujące obiekty (np. karabin i naboje Joanny Rajkowskiej czy zmultiplikowane półki Rafała Bujnowskiego), które razem przypominają dawne gabinety osobliwości – kolekcje najróżniejszych, dziwnych przedmiotów.
Wszystko to prowadzi do bardzo ciekawego wniosku na temat przyszłości muzeów. Filozof i myśliciel Achille Mbembe w książce pod tytułem Brutalizm pisał, że zamiast być tylko skansenami pilnującymi przeszłości, muzea mogłyby stać się swego rodzaju „antymuzeami” czy wręcz „strychami przyszłości”. Miejscami, które nie tylko kolekcjonują to, co minęło, ale też robią miejsce na to, co dopiero ma się narodzić.