Mocak_mobile_icon
Aplikacja mobilna
Zaplanuj wizytę w muzeum, sprawdź aktualne wydarzenia oraz zwiedzaj wystawy z mobilnym przewodnikiem.
Pobierz Zamknij
Languages

Z głową w snach - Sebastian Frąckiewicz

Dla Anki Feuchtenberger rysowanie jest sposobem kontaktowania się z własną podświadomością. Ta strategia artystyczna jest w komiksie doskonale znana od lat. Album Somnambule pokazuje, że owa metoda wciąż może się sprawdzać.

Zmarły w tym roku francuski mistrz komiksu Moebius często powtarzał, że rysowanie jest dla niego czymś w rodzaju snu. Kiedy rysował, wprowadzał się w inny stan świadomości.

Tak jakby uzyskiwał bezpośrednie połączenie ze swoim „ja”, pomijając przy tym mozg i całą związaną z nim racjonalność. W czasach swojej młodości, aby uzyskać ten stan (nazywał go snem rysunkowym), pomagał sobie trochę narkotykami. Potem nauczył się robić to „na sucho”. Przekonanie, że rysunek jest procesem automatycznym, spontanicznym i szansą na wyrażenie tego, co nie da się opisać słowami, towarzyszy również Aleksandrowi Zografowi. Ten serbski twórca undergroundowy w trakcie nalotów bombowych na Serbię wprowadzał się w stany tak zwanego świadomego snu, a następnie, tuż po przebudzeniu, szybko sporządzał szkice, aby senne wizje nie zdążyły umknąć. Komiksy Anki Feuchtenberger zgromadzone w albumie Somnambule wyrastają z tego samego przekonania o mocy nieprzefiltrowanego przez intelekt rysunku. „Nie chciałam rysować snów, ale śnić, rysując. Właściwie chcę tego, tworząc wszystkie swoje rysunki, ponieważ podświadomość wydaje mi się najcenniejszym materiałem narracyjnym. To ma bardzo silny związek z ciałem, a więc także ze zwierzęcą stroną nas” – mówi w wywiadzie, który jest jednocześnie posłowiem do albumu. Dodaje zarazem, że nie chciałaby, aby jej komiks był interpretowany za pomocą symboli psychoanalitycznych. Mamy po prostu podążać za snem. Bez względu na zdanie artystki freudowski klucz narzuca się sam, nawet jeśli opisywanie wizji celowo pozbawionych logiki przy pomocy logicznego ciągu zdań może wydawać się niewystarczające.

Warto pamiętać, że choć album Somnambule może przedstawiać się, jak na polskie warunki, jako dzieło oryginalne i dość niecodzienne, to biorąc pod uwagę europejską tradycję komiksu niezależnego czy awangardowego, nie ma w nim nic nowatorskiego. Jest on wręcz doskonałym reprezentantem swoich czasów (pierwsze wydanie pochodzi z 1998 roku). Od lat dziewięćdziesiątych zarówno artyści francuscy, jak i szwajcarscy oraz niemieccy coraz częściej eksperymentowali z językiem komiksu, starając się położyć większy nacisk na warstwę wizualną czy uwolnić go od konkretnej i tradycyjnej narracji. Robili to tacy twórcy jak Martin Tom Dieck, artyści skupieni wokół szwajcarskiego magazynu „Strapazin”, francuskiego wydawnictwa Fremok czy właśnie Anke Feuchtenberger.

W albumie znajdziemy kilka krótkich opowieści, których bohaterkami są kobiety lub postać kobiety-zająca o długich uszach. Historie nie tworzą klasycznych fabuł, choć często inspirowane są literaturą. To raczej graficzny zapis lęków, obaw czy popędów. Bohaterka obrazkowej nowelki Marzec nastał w muzeum panicznie boi się czegoś (nie dowiemy się dokładnie czego), co ukryte jest za tajemniczymi drzwiami i czai się w ciemności. Z kolei w Szklarni obserwujemy dziwny rytuał z mężczyzną w roli głównej. W innych nowelkach wielokrotnie pojawiają się motywy czaszki, księżyca czy odciętej głowy, które w kontekście „sennych” eksperymentów autorki możemy rozumieć chociażby jako pytania o własną tożsamość czy walkę ze swoimi żądzami. Właściwie Somnambule nie są komiksem, który odczytuje się w klasyczny, fabularny sposób. To raczej forma kontaktu z niepokojącymi obrazami, które mogą wywołać u nas rożne emocje: począwszy od lęku, poprzez niepokój, skończywszy na zdziwieniu. Oczywiście nie miałoby to miejsca, gdyby nie surowa, chwilami wręcz agresywna warstwa graficzna. Prosta, mocna kreska, zdecydowane operowanie czernią to niewątpliwe zalety albumu. Feuchtenberger wielokrotnie też rezygnuje z drugiego planu, umieszczając swoje bohaterki w bliżej nieokreślonej przestrzeni czy pustym pokoju. Daje to ciekawe wrażenie wyobcowania postaci i odrealnienia opowieści. Najważniejsze, że metoda „śnić, rysując” w wypadku Feuchtenberger działa i faktycznie, śledząc przygody bohaterek tomuSomnambule, mamy wrażenie, jakby ktoś otworzył nam drzwi do swojej podświadomości. Nie każdy ma odwagę to zrobić i dzielić się tak intymną przestrzenią z czytelnikami.

 

Sebastian Frąckiewicz (ur. 1982) – dziennikarz kulturalny i krytyk komiksowy. Od 2007 do 2012 roku prowadził dział z recenzjami komiksowymi w „Przekroju”. Publikował także na łamach „Lampy”, „Newsweeka” „Filmu”, „Aktivista” oraz na portalach Filmweb i dwutygodnik.com. Obecnie współpracuje z „Polityką”, „Tygodnikiem Powszechnym” i „Take Me”. Prowadzi blog na temat komiksu: http://komiks.blog.polityka.pl/

 

Anke Feuchtenberger

Somnambule

128 stron

Fundacja Tranzyt/Celna, Poznań 2012

ISBN 978-83-932072-7-5